Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 lutego 2014

Crêpes Suzette



Moje Crêpes Suzette

Moje Crêpes Suzette


Kontynuuję moje eksperymenty z kuchnią francuską dlatego dzisiaj kilka słów o słynnych francuskich naleśnikach, czyli Crêpes Suzzette.  

Zaczęło się tak...

Hotel de Paris, Monte Carlo, 1895 rok. Pewnego letniego popołudnia miejsce odwiedza książę Walii Edward VII w towarzystwie przyjaciół. Po zjedzonym obiedzie, prosi o naleśniki. Przygotowanie przypada młodemu, niedoświadczonemu Francuzowi o imieniu Henri Charpentier.
  Podczas preparowania naleśników sos niespodziewanie zapala się. Zrozpaczony mężczyzna, nie mogąc zacząć wszystkiego od poczatku, postanawia spróbować płonacego sosu. Od tego momentu wszystko się zaczęło.
  Zachwycony smakiem naleśników, wkłada je do sosu, dodaje odpowiednie ilości alkoholu i płonące podaje na stół. Książę będący pod wrażeniem deseru, pyta o nazwę. Na początku Charpentier odpowiada "Naleśniki ksiażęce". Ze względu na to, iż podczas spotkania Edwardowi VII towarzyszy 1 kobieta, francuska aktorka Suzanne Reichenberg, proponuje zmianę nazwy na "naleśniki Suzette".
 
I tak oto powstały słynne Crêpes Suzette, które do dzisiaj są jednym z symboli francuskiej kuchni.

Co tworzy Crêpes Suzette ?

 Podstawą Crêpes Suzette są pomarańcze (skórka + sok) , liker pomarańczowy, masło, skarmelizowany cukier. Charakterystycznym etapem przygotowania tej potrawy jest flambirowanie (fr. flamber-płonąć; flambé- płonący), czyli skrapianie likierem  (Grand Marnier) i podpalanie.
 
Moje Crêpes Suzette
 
Przepis, z którego korzystałam znajdziecie TUTAJ
 
Źródło:internet
 
 
 
 

niedziela, 13 października 2013

Jak oni jedzą, czyli moje wrażenia dotyczące francuskiej kuchni

O  kulturze jedzenia we Francji słyszy się bardzo wiele. Ja sama będąc wcześniej w Paryżu czy Strasbourgu nie miałam okazji spotkać się z nią "w praktyce" ponieważ za każdym razem sama decydowałam o tym gdzie, co i kiedy będę jadła, więc miejsce, czas i zawartość moich posiłków zazwyczaj nie różniły się zbyt wiele od tych które jadałam na co dzień w Polsce. Pobyt w Le Mans był dla mnie o tyle interesujący, że mogłam po raz pierwszy poznać francuski rytm dnia, który nie od razu przypadł mi do gustu.

Śniadanie - godziny poranne (8h/9h)
Petit déjeuner
 

Francuskie śniadanie na słodko (le petit déjeuner sucré), nie jest dla mnie już mitem, a czystym faktem. Przez pierwsze 3 dni, a może nawet tydzień bagietka z dżemem lub nutellą nie była dla mnie wyzwaniem, ponieważ nigdy nie ukrywałam swojej słabości do rzeczy słodkich. Jednak po pierwszym tygodniu, smak bagietki nie cieszył mnie już tak bardzo, z tego względu, iż jedynym urozmaiceniem mojego śniadania mogła być zmiana smaku dżemu... :) I tutaj zaczyna się nasz polski, można by rzec, problem. Otóż my przyzwyczajeni do kiełbasy, szynki i innych mięs, nie potrafimy zrozumieć Francuzów, tym bardziej ledwo żywi o 8 rano.


Oprócz tego, do śniadania pije się kawę oraz sok (nie tylko pomarańczowy) jednocześnie. Kawę oczywiście można spożywać w filiżankach, jednak co ciekawe Francuzi piją ją także (a nawet bardzo często) ze szklanych miseczek. Oprócz bagietki i dżemu, na śniadanie serwowane są także płatki zbożowe z mlekiem oraz owoce - jabłka czy banany. Do śniadania czasem może być podany kawałek francuskiego sera, jednak ten zwyczaj pojawia się znacznie częściej przy lunchu lub kolacji.

Un bol - szklana miseczka, w której we Francji pije się herbatę lub kawę


Godzina 12 jako święty czas we Francji (12h-14h)
 
Déjeuner

Osobiście uważam, że takiej godziny w Polsce brakuje. To czas kiedy ludzie rzucają wszystko i oddają się przyjemności jaką niewątpliwie jest jedzenie. Dietetykiem nie jestem, więc może moje zdanie w tej kwestii się nie liczy, jednak według mnie taki rytm dnia, sprawia iż Francuzi nie podjadają pomiędzy posiłkami, a regularność skutkuje tym, że nie są bez przerwy głodni. Mimo wszystkich tych zalet, zawsze istnieje rzecz, która nas Polaków, ludzi wychowanych w innej kulturze, może nieco irytować. Kiedyś usłyszałam od Francuza, że pierwszą rzeczą która zaskoczyła go w Polsce była zaskakująca szybkość jedzenia Polaków. Jest w tym wiele prawdy, ponieważ przebywając we Francji można odnieść wrażenie iż Francuzi niemiłosiernie rozwlekają swój posiłek, tym samym czyniąc z niego wręcz ceremonię.

Pamiętam to przerażenie w oczach wszystkich polskich uczestników wymiany, kiedy o godzinie 12 przychodząc na posiłek, na środku stołu zobaczyliśmy sałatę z oliwkami, serem feta i pomidorem oraz  pokrojoną bagietkę. Szybko postanowiliśmy się z tym pogodzić, planując w tym samym czasie wycieczkę do McDonalda :) Jednak po 40 minutach okazało się, iż była to tylko przystawka, ponieważ otrzymaliśmy danie główne. Co ciekawe był to pewien rodzaj mięsa (np. jagnięcina), oraz inna porcja sałatki. W tym miejscu muszę przypomnieć, iż  nie zabrakło także bagietki, która towarzyszyła nam codziennie począwszy od śniadania aż do samej kolacji. Do lunchu Francuzi piją wodę, oczywiście tę z kranu, ponieważ we Francji woda prosto z kranu jest zdatna do picia. Po 40 minutach otrzymaliśmy deser, którym często był talerz serów takich jak słynny Camembert, Roquefort oraz mój ulubiony ser kozi lub po prostu jogurt. Po takim, prawie 1OO minutowym posiłku, od stołu odeszłam szczęśliwa - nie tylko ze względu na to, iż byłam bardzo syta, ale także dlatego że to był wreszcie koniec :)

Ser Roquefort, który charakteryzuje się bardzo ostrym smakiem



Godzina 19 - świętowania ciąg dalszy (19h/21h)
Dîner
 
 
Kolacja to we Francji właściwie drugi polski obiad, ponieważ spożywana jest na ciepło. Składa się zazwyczaj z porcji mięsa oraz sałatki. Oczywiście coraz częściej temu posiłkowi towarzyszą także frytki, co nie dziwi już chyba nikogo. Ten posiłek należy zakończyć oczywiście półmiskiem różnego rodzaju serów pleśniowych lub też porządnym deserem. Kiedy miałam okazję po raz pierwszy jeść ze znajomymi we francuskiej restauracji, byłam zdziwiona kolejnością podawanych dań ponieważ we Francji zawsze najpierw bierze się przystawkę, potem danie główne a na końcu deser. I nieważne, że jest to kolacja. I tak będzie składała się z 3 części. W Polsce sytuacja wygląda całkiem inaczej, ponieważ my deser spożywamy po obiedzie, a kolacja to po prostu jedno danie. Należy podkreślić, iż we Francji spożywanie posiłków w restauracji jest bardzo popularne. Zdecydowana większość Francuzów spożywa kolację poza domem, w gronie przyjaciół. Wynika to z faktu, iż ceny dań nie są wygórowane. Francuzom często bardziej opłaca się zjeść kolację w restauracji, niż przyrządzić ją samemu dla większej liczby osób. Do kolacji spożywa się różnego rodzaju alkohole, najczęściej wino, a także wodę w tym samym czasie.
 
 

Dodatkowo:
 
 

W restauracji kelner, który podchodzi do nas, aby zabrać talerz lub przynieść następne danie zadaje pytanie: ça a été? Co oznacza : czy smakowało ? (dosł. To było?). Wtedy zazwyczaj odpowiadamy po prostu: Oui, merci. Jest to rodzaj zwrotu grzecznościowego kierowanego w stronę klienta.

Z moich obserwacji wynika, że Francuzi po skończonym posiłku nie mówią "dziękuję", tak jak my czynimy to zazwyczaj w Polsce.

We Francji pije się wodę z kranu, co stanowi znaczną oszczędność. W restauracji zamiast kupować butelkę wody, należy wypowiedzieć magiczne zdanie: Une carafe d'eau, s'il vous plait, a po kilku minutach otrzymamy, karafkę wody, za którą nie płacimy.




Większość obrazków pochodzi z Internetu

środa, 7 sierpnia 2013

Smaki Alzacji - Tarte flambée

Powodów dla których nie chciałam wyjeżdżać z Francji było wiele. Pierwszym powodem był język francuski, drugim Francuzi mówiący tym językiem a trzecim była... kuchnia ! Tak moi drodzy, mimo, że we Francji można przytyć sto kilo,  kto potrafi odmówić sobie croissanta z czekoladą, moelleux au chocolat czy pysznego zapiekanego sera Camembert ?
 
Generalnie rzecz biorąc Francja to Francja i typowych przysmaków francuskich można spróbować na całym jej obszarze. Jednak, warto powiedzieć, że każdy z 22 regionów posiada dania w których się specjalizuje. Tak też było w Alzacji, która na tle wszystkich regionów swoją kuchnią odznacza się szczególnie.

"We Francji je się dobrze, a w Niemczech dużo."
Tradycyjna Tarte flambée, najlepiej smakuje z piwem
Kuchnia Alzacka jest szczególna. Ze względu na jej francusko-niemieckie wpływy, odziedziczyła po trochę z każdego z dwóch państw. Mówi się że pyszny smak potraw pochodzi z kuchni Francuskiej, natomiast ich wielkość z kuchni Niemieckiej. Niektórzy twierdzą, że jest podobna do kuchni śląskiej, ze względu na swoją obfitość i wielkość porcji. Faktycznie, trzeba przyznać, że dania te są zazwyczaj niezwykle pożywne, a same porcje dość duże. 
 
Tarte flambée, jako danie typowo alzackie
 
Słynna alzacka Tarte flambée zyskała wielu fanów, ze względu na swoją formę i proste składniki. Tak naprawdę jest ona typowo wiejskim daniem, a składniki tarty tradycyjnej (podstawowej) to cebula, ser, boczek i śmietana.
Znana również pod alzacką nazwą Flammekueche , co oznacza 'pieczona w ogniu'.  Faktycznie nazwa nie jest przypadkowa, bo kiedy przyjrzymy się brzegom tarty, są one zazwyczaj przypalone.
 
 
Co ciekawe...
 
Warto także podkreślić, że ciasto tarty jest ciastem chlebowym. Z tym wiąże się pewna historia.
Otóż, w czasach gdy chleb pieczono w domu, tarta służyła do wykrywania temperatury pieca. Do wypieku chleba piec nie mógł być zbyt gorący, dlatego jego nagrzanie sprawdzano poprzez obserwację brzegów tarty. 
 
Rodzaje Tarte flambée

Pod względem składników każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Wybór zazwyczaj jest duży, szczególnie w miejscach które specjalizują się w tej potrawie. Istnieją jednak te, które w Menu widoczne są najczęściej. Są to kolejno:

Traditionelle -boczek +cebula
Champignon- tradycyjna+cebula+pieczarki
Gratinée- tradycyjna+ser gruyère
Au Munster - tradycyjna + ser Munster
*Aux pommes - tarta na słodko, z jabłkami, śmietaną lub białym serem
 


Dodatkowo
 
1. Tarte flambée, ze względu na swój słony smak najlepiej smakuje z piwem
 
2. Podawana jest tradycyjne na drewnianych deskach.
 
 3. Istnieją restauracje, które specjalizują się w Tarte flambée. Tam często istnieje możliwość zamówienia całej serii tego przysmaku. Wtedy kelner serwuje nam tarty począwszy od tradycyjnej kończąc na tarcie z niemal wszystkimi składnikami.
 
Trochę słownictwa
 
flambé(e) - płonący
un lardon - boczek
des oignons - cebule
des chmpignons - grzyby
des pommes - jabłka
un fromage blanc - biały ser
gratiné(e) - zapiekany/a


Tarte flambé aux champignons

wtorek, 14 maja 2013

Crème brûlée, czyli kilka słów o 'spalonym' francuskim kremie


"Amélie Poulain cultive un goût particulier pour les tous petits plaisirs.
Elle aime (...) briser la croûte des crèmes brûlées
avec la pointe de la petite cuillère (...)"
 
Źródło: internet
 
Każdy kto miał okazję obejrzeć genialny francuski film
Le fabuleux destin d'Amélie Poulain wie, że jedną z "małych przyjemnośći" głównej bohaterki było przebijanie łyżeczką
spieczonej skórki Crème brûlée.
 
 
Co to takiego Crème brûlée?
 
To prosty i bardzo elegancki deser z 300- letnią tradycją. Jego historia nie jest do końca znana, wiadomo natomiast, że po raz pierwszy został on opisany w książce Françoisa Massialota „Cuisinier Roial et Bourgeois” w 1691 r. Tłumacząc dosłownie nazwę otrzymujemy "spalony krem". Nazwa choć przetłumaczona na język polski zdecydowanie nie zachęca, jest w zupełności uzasadniona.


 
 
Co tworzy Crème brûlée?
 
Otóż charakterystycznym elementem deseru jest gorzkawa skorupka, którą należy przebić, aby dostać się 'do środka'. Jest to cukier, który przypala się palnikiem, w ten sposób ulega karmelizacji.
 
Co czeka na nas pod skorupką?
 
Pyszny krem, w którego skład wchodzą: śmietana, żółtka jaj, cukier brązowy, a przede wszystkim laska wanilii.

 
Crème brûlée to jeden z moich ulubionych deserów, chociaż skorupka jest dla mnie zdecydowanie za gorzka :) Sam krem ma delikatną konsystencję i jest bardzo słodki. Wszystkie zdjęcia zostały zrobione przeze mnie podczas wizyty we francuskiej restauracji. Myślę, że wkrótce (kiedy się odważę) sama przyrządzę go w domu :)
 

 
 
Tym, którzy chcą samodzielnie przygotować deser lub po prostu zobaczyć, jak przyrządzają go francuscy kucharze, polecam filmik:
 

sobota, 6 kwietnia 2013

La soupe à l'oignon

Moja zupa cebulowa
 
Zainspirowana i oczarowana wczorajszą wizytą we francuskiej restauracji, postanowiłam dzisiaj ponownie poczuć się jak we Francji i przygotować conieco właśnie tym klimacie. Pierwszą rzeczą, która przyszła mi na myśl była zupa cebulowa, czyli typowe danie francuskie znane we Francji pod nazwą La soupe à l'oignon.


Moja zupa cebulowa

Trochę historii..

Zupa cebulowa gości na francuskich stołach podobno już od XVII wieku. Początkowo uznawana za danie dla najuboższych ze względu na szeroką dostępność cebuli w tamtym czasie i stosunkowo prosty sposób wykonania. Kiedyś zupę cebulową określano mianem 'la soupe des ivrognes' (czyli 'zupa pijaków') ze względu na wino czy koniak, które są jej składnikami.

Za 'twórcę' tego przysmaku uważa się króla Francji Louisa XV, który to pewnego wieczora, chcąc przygotować ciepły posiłek połączył 3 jedyne składniki, które posiadał: cebulę, masło i szampana i tak oto stworzył pierwszą w historii francuskiej zupę cebulową.

Danie szybko znalazło swoich zwolenników wśród Francuzów i stało się ich narodowym przysmakiem. Z czasem powstawały coraz to nowe przepisy, bogatsze w składniki, aż w końcu ustalono te niezbędne i tak oto mieszkańcy l'Hexagone według jednego wzoru przygotowują do dzisiaj to tradycyjne danie.

Co tworzy typową zupę cebulową?

Głównymi składnikami zupy cebulowej są skarmelizowane cebule, wytrawne białe wino, masło, oliwa, koniak. Serwowana (co pewnie nie dziwi nikogo :] ) z bagietką oraz serem gruyère. W regionie paryskim bardziej popularna pod nazwą 'Soupe à l'oignon gratinée', podawana w małych miseczkach zapieczona z serem.

Zupa ta jest bardzo sycąca, prosta w przygotowaniu i .. przepyszna ! Należy także dodać, że jest daniem niezwykle zdrowym, mającym właściwości lecznicze (oczyszcza krew z toksyn i chroni przed infekcjami). Poniżej umieszczam przepis z którego korzystałam :

Składniki (les ingrédients)
  • 4 cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki masła
  • 1/2 szklanki białego wytrawnego wina
  • 4 plasterki żółtego sera
  • 1 łyżka mąki
  • 1 kostka bulionu lub wywar z włoszczyzny
  • 1/2 łyżeczki tymianku
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • sól, pieprz, odrobina cukru
  • 2 kromki chleba, najlepiej pełnoziarnistego

Przygotowanie (Préparation de la soupe)

Na patelni rozgrzać masło i usmażyć drobno pokrojoną cebulę oraz czosnek. Cebula musi być dobrze uduszona, aż do momentu kiedy się wyzłoci i zmniejszy swoja objętość. Oprószyć mąką i przyrumienić. Dodać białe wino i jeszcze kilka minut dusić razem.
W garnku przygotować litr wywaru z włoszczyzny, przełożyć do niego zawartość patelni, gotować kilka minut, doprawiając tymiankiem, sokiem z cytryny, pieprzem i cukrem, a najlepiej łyżką miodu do smaku.
Po rozlaniu gorącej zupy udekorować ją drobno pokrojonymi makaronikami z żółtego sera i posypać grzankami z chleba. Zupę można także po rozlaniu przykryć plasterkiem sera i zapiec w piekarniku.

Źródło:internet

niedziela, 24 marca 2013

Jour du Fromage en France !


Źródło:internet
Dzisiaj, 24 marca Francuzi obchodzą Dzień Sera.
Dla nas Polaków wydaje się to nieco dziwne, jednak mieszkańcy l'Hexagone mają poważne powody żeby obchodzić przynajmniej raz w roku takie święto. Oto dowód: 

„Nie można zjednoczyć narodu, który posiada 365 gatunków sera.”

Tak powiedział kiedyś Charles de Gaulle. Czy nie można, to pozostawiam bez komentarza, jednak ta druga część cytatu jest w pełni poprawna. Tak, właśnie 365 gatunków, niektórzy twierdzą że nawet 500 ! Miękkie i twarde, świeże i dojrzewające, krowie i kozie, z pleśnią lub bez - każdy Francuz uważa, że posiłek trzeba zakończyć kawałkiem dobrego sera.

Oczywiście jak to we Francji-elegancji istnieje cały rytuał dotyczący spożywania tego narodowego przysmaku.
Na półmisku powinno znaleźć się od 3 do 5 gatunków serów o różnym smaku i kształcie. Spożywanie należy zacząć od najłagodniejszego, a potem stopniowo dochodzić do najostrzejszego sera. Podobno im bardziej nieprzyjemny zapach, tym większa przyjemność dla podniebienia. Najlepiej smakują ze świeżą bagietką i dobrym winem najczęściej czerwonym. Wina ciężkie pasują do ostrych, pleśniowych serów, a lekkie do łagodnych. Czasami spożywane w towarzystwie zielonej sałaty z sosem vinaigrette, czasem z krakersami lub piwem.
Francuzi dbają o jakość swoich serów, które poddawane są kontrolispecjalnej instytucji. Na najwyższej jakości serach francuskich widnieje napis AOC, czyli Appelation d'Origine Controlée co oznacza, że pochodzą z określonego regionu oraz zostały wyprodukowane i dojrzewały zgodnie ze ściśle ustalonymi wymaganiami, także w zgodzie z tradycją.

Źródło:internet
 
 

środa, 20 marca 2013

Journée officielle du macaron!


Dziś, 20 marca, we Francji obchodzone jest
Święto Makaroników.
 
Francuskie makaroniki
Źródło:internet
 
 
W 1862 roku Louis Laduree otwiera w Paryżu małą, ale luksusową piekarnię, która po kilku latach zostaje przekształcona w cukiernię. Ta w 1903 roku staje się miejscem słynnym na w całej stolicy Francji. Tłumy szturmują sklep chcąc kupić małe, okrągłe ciasteczka. Pomysł wnuka pana Laduree, aby dwa bezowe placuszki połączyć czekoladową masą, okazał się być na wagę złota.


Dziś makaroniki z Laduree są produkowane według tej samej receptury co niegdyś. Strukturą przypominają bezę bowiem zrobione są z białek, cukru pudru i mąki migdałowej. Przekładane kremem w różnych smakach. Możemy kupić białe, różowe a także zielone, czy niebieskie, o smaku lukrecji, kasztanów, karmelu, wanilii… Za najsmaczniejsze uchodzą te z nadzieniem różanym. Mała, ekskluzywna cukiernia na przestrzeni lat rozwinęła się w światowej sławy sieć, która współpracuje z największymi domami mody.

Makaroniki są dość drogim przysmakiem, bo jedno takie ciasteczko średnio kosztuje 1 euro dlatego aktualnie we Francji bardzo modne jest pieczenie ich samemu, we własnej kuchni. Niestety nie jest to takie proste, dlatego organizowane są nawet specjalne warsztaty, które cieszą się dość dużym powodzeniem.
Źródło:internet

Różne smaki makaroników
Źródło:internet

 
 

sobota, 9 marca 2013

Żaby i ślimaki

We Francji je się dużo mięczaków i skorupiaków.

Niewątpliwie w Europie oraz na całym świecie Francuzi przede wszystkim słyną ze swojej sympatii do żabich udek i ślimaków. Jak się okazuje, przekonania obcokrajowców o tych przysmakach są często błędne.


Źródło: Internet

Żaby

Faktycznie, we Francji istnieją restauracje w których serwowane są żabie udka, wtedy przygotowywane są z czosnkiem, masłem i pietruszką oraz świeżo upieczoną, chrupiącą bagietką. Można je także przyrządzić na różne inne sposoby: w ziołowej panierce czy z zapieczonym parmezanem. Jednak przysmak ten jest podobno drogi i według statystyk tylko niewielka grupa Francuzów spróbowała żabich udek, a większość z nich nawet nie zamierza tego zrobić.


Ślimaki


Podobno walory smakowe ślimaków ceniono już w czasach starożytnych. Wtedy zaczęto przypisywać im także walory lecznicze. 
 
Symbolem kuchni francuskiej, jest ślimak po burgundzku- ugotowane mięso ze ślimaka serwowane z masełkiem czosnkowym i posiekaną natką pietruszki. Nafaszerowana skorupka ślimaka jest układana w brytfance i pieczona w temperaturze 180 stopni przez ok. 15min.
 
Ślimaki jadalne, takie jak winniczki, czy Gros Gris uznawane są we Francji za prawdziwy rarytas. Na francuskich stołach pojawiają sie najczęściej jako ekskluzywna przystawka.

 

Café et croissant

Rano paryskie kawiarnie i bistra zapełniają się pędzącymi do pracy ludźmi. Rogaliki są narodowym przysmakiem śniadaniowym Francuzów. Tym chrupiącym kąskiem rozpoczynają dzień tysiące smakoszy, popijając aromatyczną kawę.

Co ciekawe ani espresso ani croissant nie pochodzą z Francji.

To podobno Królowa Maria Antonina przywoziła ze sobą te austriackie rogaliki do kraju, a gdy zgłodniałe hordy rzucały kamieniami w okna jej pałacu w Wersalu, żądając chleba wypowiedziała słynne zdanie: "Nie ma chleba? Niech jedzą ciastka”. Sama królowa zapłaciła za to wysoką cenę, będąc ściętą na gilotynie, ale tym samym rogaliki zagościły na stałe we Francji i awansowały do rangi symbolu narodowego Francuzów.
 
W Paryżu na rogu każdej uliczki znajduje się piekarnia, a będąc we Francji koniecznie trzeba spróbować prawdziwych croissantów !



Źródło:Internet